O autorze
Z zawodu jestem matematykiem, ale przez 30 lat pracowałem w informatyce teoretycznej, a przez następne 20 prowadziłem rodzinną firmę cukierniczą istniejącą od roku 1869. Później — po przekazaniu zarządu firmy synowi Łukaszowi i synowej Małgosi — znów powróciłem do uczenia, choć nie informatyki, ale zarządzania. Szczególnie interesują mnie współczesne aspekty zarządzania jakością, a w tym motywowanie godnościowe jako przeciwieństwo metody kija i marchewki. Interesuje mnie też gospodarka wolnorynkowa, ekologia języka ojczystego (mówmy „w cudzysłowie”, a nie „w cudzysłowiu”) i parę innych tematów. Po pracy lubię teatr, muzykę baroku, Gabriela Garcię-Marquez, narty (zjazdowe i ski-alpinizm), wioślarstwo (skif), windsurfing i rower górski.
Mam też szczególną prośbę do dyskutantów: na moim blogu nie używajcie wulgaryzmów i innych nieobyczajnych zwrotów i określeń. Dyskutujmy na argumenty, a nie na epitety. Spróbujmy, może nam się uda.

Weźmy sprawy w swoje ręce — program samorządowy PO

Uważany za ojca nowoczesnej ekonomii Adam Smith (1723-1790) — niesłusznie dziś pomawiany o wprowadzenie idei „niewidzialnej ręki rynku” (patrz Tomas Sedlacek) — głosił, że działalność Państwa powinna ograniczać się do trzech obszarów: (1) ochrona społeczeństwa przed gwałtem (policja) i inwazją (armia), (2) ochrona każdego obywatela przed niesprawiedliwością (sądy), (3) ustanowienie i utrzymanie urządzeń publicznych (np. drogi i mosty), których utrzymanie nie może nigdy leżeć w interesie jednostek lub małych ich grup.

Resztą powinni zająć się obywatele, działając w organizacjach samorządowych, pozarządowych i wreszcie gospodarczych, czyli w firmach. Dziś w Europie te tendencje najwyraźniej widać w krajach skandynawskich i w Szwajcarii, które wielu krajom dają przykład nowocześnie myślących państw i społeczeństw. Bardzo mnie więc cieszy, że zaproponowany ostatnio program PO idzie w tym właśnie kierunku. Mam nadzieję, że pada na grunt podatniejszy niż kiedykolwiek po roku 1990, bo od około dwóch lat obserwujemy znaczny wzrost aktywności społecznej Polek i Polaków.

W mojej ocenie przeniesienie ciężaru myślenia o dniu codziennym naszego państwa z politycznej centrali do samorządowych regionów może diametralnie zmienić nie tylko rozwój gospodarki, ale wręcz bieg historii naszego kraju. Tym bardziej, że wraz z rozszerzeniem kompetencji samorządów projektowane jest skierowanie do nich większego strumienia środków pochodzących z lokalnych podatków PIT i CIT.

W tym miejscu warto przypomnieć, że polska reforma samorządów po 1990 roku została uznana na świecie za jeden z naszych transformacyjnych sukcesów. Dziś mamy liczne szeregi wybitnych samorządowców, by wspomnieć choćby prezydentów i burmistrzów miast wybieranych na kolejne kadencje. Od wielu też lat spotykam wśród słuchaczy moich wykładów absolwentów kilku szkół liderów, więc wiem, jaka to znakomita i zaangażowana grupa. Mamy zatem ludzi do budowania samorządów, trzeba tylko uwolnić ich potencjał.

Na wyróżnienie zasługuje też projekt likwidacji urzędu wojewody będącego przedstawicielem centrali w terenie. Powinno to nie tylko uprościć administrowanie majątkiem narodowym, ale przede wszystkim spowodować większą samodzielność lokalnych społeczności. Bo lider wybrany przez społeczność zawsze będzie się cieszył większym poparciem niż mianowany.

Samorządowy program PO jest też zbieżny z narastającą od kilku lat tendencją upodmiotawiania pracownika. Noszący dziś wiele nazw ruch — turkusowa samoorganizacja, wellbeing, holakracja czy też gospodarka otwartych oczu — stawia na samodzielność, odpowiedzialność i zaufanie. Tak działające organizacje charakteryzuje ponadprzeciętna skuteczność (również biznesowa!) wynikająca z głębokiego zaangażowania działających w niej ludzi.

Przez ostatnie dwa stulecia świat był świadkiem zwielokrotniania skuteczności pracy ludzkiej. W wieku XIX za sprawą pary i elektryczności, w wieku XX — atomu, komputerów i genetyki. Myślę, że wiek XXI zapisze się jako epoka odkrywania nieprzebytych pokładów ludzkiego potencjału i kreatywności, dziś najczęściej skutecznie tłumionych przez nakazowo-rozdzielczy, czy wręcz folwarczny, styl zarządzania. Uwolnienie drzemiącego w nas, ludziach, zasobu energii może zmienić świat. Raz już Polska stanęła w pierwszym szeregu zmian w roku 1990. Teraz znów mamy szansę. Od nas zależy, czy ją wykorzystamy.

PS. Tomas Sedlacek patrz.
Trwa ładowanie komentarzy...