O autorze
Z zawodu jestem matematykiem, ale przez 30 lat pracowałem w informatyce teoretycznej, a przez następne 20 prowadziłem rodzinną firmę cukierniczą istniejącą od roku 1869. Później — po przekazaniu zarządu firmy synowi Łukaszowi i synowej Małgosi — znów powróciłem do uczenia, choć nie informatyki, ale zarządzania. Szczególnie interesują mnie współczesne aspekty zarządzania jakością, a w tym motywowanie godnościowe jako przeciwieństwo metody kija i marchewki. Interesuje mnie też gospodarka wolnorynkowa, ekologia języka ojczystego (mówmy „w cudzysłowie”, a nie „w cudzysłowiu”) i parę innych tematów. Po pracy lubię teatr, muzykę baroku, Gabriela Garcię-Marquez, narty (zjazdowe i ski-alpinizm), wioślarstwo (skif), windsurfing i rower górski.
Mam też szczególną prośbę do dyskutantów: na moim blogu nie używajcie wulgaryzmów i innych nieobyczajnych zwrotów i określeń. Dyskutujmy na argumenty, a nie na epitety. Spróbujmy, może nam się uda.

Syndrom żachwy

Żachwa to małe morskie zwierzątko z rodziny bezkręgowców. Po przyjściu na świat wygląda jak kijanka z dużym płaskim ogonkiem, którym posługuje się żeglując w poszukiwaniu miejsca osiedlenia. W tym okresie życia jest bardzo ruchliwa. Jednakże, gdy znajdzie wymarzone miejsce, usadawia się na nim z zamiarem, że już go nie opuści.

A ponieważ mózg służył jej jedynie do poszukiwań, pożera go uznając, że nie będzie już potrzebny. Po tej konsumpcji składa się głównie z obszernej gardzieli, która pochłania wszystko co się w pobliżu nawinie. Czy nam to czegoś nie przypomina?
Trwa ładowanie komentarzy...