Dziś już nie wystarczy się dziwić i oburzać - czas zacząć budować lepszy świat

Przez świat przetacza się fala agresji, populizmu i niegodziwości. Ale też zaczyna się dziać coś dobrego. Rodzi się społeczeństwo inaczej patrzące na siebie i na innych. Budujące na zaufaniu, a nie na nienawiści.

Powstają „spółki pożytku publicznego” (benefit corporations), o których pisze Jeremy Rifkin w „Społeczeństwie zerowych wartości krańcowych” , a które na równi ze swoimi celami biznesowymi stawiają cele społeczne.

Ten sposób myślenia i życia pociąga coraz więcej ludzi. Na zorganizowaną w jesieni tego roku przez prof. Jerzego Hausnera w Krakowie konferencję Open Eyes Economy Summit (Gospodarka Otwartych Oczu) przyjechało 1600 osób, a na wiele sal obrad nie można się było dopchać. Mówiono o firmach budujących na relacjach, a nie na transakcjach, o miastach-ideach realizujących ważne misje społeczne, a także o „przebudzonym konsumencie”, któremu nie jest wszystko jedno, co je, co nosi na grzbiecie i czym jeździ. Materiały z tej konferencji można pobrać z mojej witryny, gdzie zapowiadam też styczniowy występ prof. Jerzego Hausnera.


Z kolei ten sposób patrzenia na świat w skali mikroekonomicznej opisał Frederic Laloux w znakomitej książce „Pracować inaczej” i nazwał „turkusową organizacją”. Najprościej mówiąc, turkusowa organizacja, to firma, instytucja, NGO lub nieformalny zespół ludzi jednoczących się wokół wspólnego zadania, którzy postanowili obdarzyć się zaufaniem i budować na fundamencie partnerstwa i współpracy. Brzmi to dość idealistycznie, jednak takie organizacje – a w tym i firmy – powstają coraz liczniej (w tym i w Polsce) i na dodatek radzą sobie lepiej od innych.

Jednak firmy i organizacje turkusowe nie tylko realizują nowy paradygmat pracy, ale też promują nowe spojrzenie na sens życia. Odrzucają zasadę „dziś dążymy do sukcesu, aby później kupić sobie dobre życie”, na rzecz: „postarajmy się o dobre życie już dziś”. A „dobre życie” to poczucie sensu naszej pracy i jej efektów. Poczucie, że możemy być dumni z tego, jacy jesteśmy i czego dokonujemy. I jak się okazuje, dobre życie przekłada się nie tylko na osobistą satysfakcję, ale też na bardzo wysoką skuteczność działania. Bo, jak mówi znana maksyma: „ludzie uskrzydleni góry przeniosą”.

Dziś wiele nas we współczesnym świecie dziwi i oburza. Nie twierdzę, że nie ma po temu powodów lub że to oburzenie należy ukrywać.

Jednak głęboko wierzę, że trzeba też działać organicznie na rzecz lepszego świata.

Ten sposób myślenia jest oczywiście nienowy, ale w mojej ocenie dziś — szczególnie w tej bogatszej części globu, do której należymy — zaczyna nabierać nieznanego wcześniej zasięgu i tempa rozwoju. Wykracza poza krąg organizacji społecznych obejmując coraz więcej firm i organizacji nienastawionych na zysk. O idei lepszego świata przestajemy myśleć jak o utopii, bo wokół nas ten lepszy świat zaczyna się już kształtować.

Zachęcam więc wszystkich do udziału w jego budowaniu. Im więcej nas będzie, tym szybciej powstrzymamy falę nienawiści, populizmu i kłamstwa. Naiwne? Może — ale 13 stycznia 1981 r. też nie wierzyliśmy, że Związek Sowiecki może upaść.

Jacek Fedorowicz w stanie wojennym mawiał: „Ja się tak urządzam, aby pięć metrów ode mnie nie było komunizmu”. Spróbujmy zastosować tę wskazówkę dziś, eliminując z naszego najbliższego otoczenia nienawiść, brak tolerancji i kłamstwo. Nie odrzucajmy jednak ludzi, ale starajmy się ich zmieniać. Na początek okazując im szacunek bez względu na ich poglądy.

Twórzmy kręgi tak rozumianej dobrej debaty opartej zaufaniu, szacunku i partnerstwie. Zacznijmy w rodzinie i wśród przyjaciół, by rozszerzać ten krąg na nasze środowisko pracy i sąsiedzkie wspólnoty. I pamiętajmy, że w wielu miejsca na świecie i w Polsce to się już dzieje. Nie będziemy sami. Zapraszam na moją witrynę po więcej szczegółów i wskazówek.

Życzę wszystkim moim Czytelnikom wiele satysfakcji z budowania lepszego świata. Zacznijmy już dziś.
Trwa ładowanie komentarzy...