Grupa naTemat

Mowa do ludu czyli kłamstwa PRL

Kłamstwa PRL nie miały nikogo do niczego przekonać. One służyły rządzącym do pokazania, kto decyduje o tym, co jest prawdą.

Poza stosunkowo krótkim okresem przełomu lat 1940/1950 -- gdy byli jeszcze w Polsce aktywiści wierzący w światową misję Postępowej Ludzkości -- po roku 1956 w zasadzie nikt już w partyjne kłamstwa nie wierzył. Niemniej były one cały czas głoszone, a cele tych działań były dwa: wewnętrzny i zewnętrzny.


Wewnętrznie kłamstwa służyły do wzmacniania ideologicznej odporności aktywu, który za lepsze posady i talony na pralkę był gotów manifestować swoją lojalność wobec władzy. Psychologia społeczna uczy nas, że każdy człowiek chce mieć szacunek do samego siebie. Jeżeli więc mówi nieprawdę, to musi mieć argumenty -- choćby pozorne -- które tę nieprawdę uzasadniają. Stąd wciąż te same kłamstwa powtarzane jak mantry, stąd podział narodu na „lud pracujący miast i wsi” oraz „wrogów ludu”. To ostatnie to nie była obelga, to był wyrok nierzadko kończący się więzieniem.

Zewnętrzna rola kłamstw służyła pokazywaniu, że komunistyczny reżim ma monopol nie tylko na pralki i telewizory, ale też na prawdę. Im bardziej jawne było kłamstwo, tym większej dowodziło siły po stronie aparatu władzy, tym bardziej czuliśmy się upokorzeni, a o to właśnie chodziło. Typowym przykładem takiego działania było mówienie w stanie wojennym o „tak zwanej Solidarności” którą stanowi „garstka sprzedawczyków określonych kół”. Powiedziały nam to nowe twarze, które pojawiły się 14 grudnia 1982 roku w telewizji. Nowe twarze w nowych mundurach.

Co było dla tych wszystkich kłamstw charakterystyczne, to ich ubóstwo językowe i merytoryczne. Właściwie po każdym wydarzeniu, które władze uznały za naganne, np. strajki studenckie 1968 roku, średnio rozgarnięty obywatel był w stanie przewidzieć, jaki komentarz ukaże się w Trybunie Ludu. Mój przyjaciel z lat studenckich ś.p. Jakub Karpiński, filozof i socjolog, jeden z czołowych opozycjonistów PRL, wydał w 1984 roku książkę „Mowa do ludu -- szkice o języku polityki”, w całości poświęconą analizie języka propagandy związanej z tzw. wydarzeniami marcowymi roku 1968. Zawarł w niej znamienną listę cytatów z ówczesnej prasy pogrupowaną według pytań retorycznie stawianych przez partyjnych propagandzistów:

Kto działał?

• pewne określone grupy,
• liberałowie,
• ludzie z określonymi życiorysami,
• synalkowie rodziców na wysokich stanowiskach,
• grupa politycznych wichrzycieli,
• ludzie znani z nihilizmu narodowego,
• wrogowie Polski Ludowej,
• Michnikowie, Szlajferzy, Grudzińscy (…) i im podobni,

Co się działo? Co robili i czego chcieli?

• prowokacyjne wystąpienia,
• demagogia i awanturnictwo polityczne,
• mamy do czynienia z cyniczną maskaradą, z czego wszyscy powinni zdać sobie sprawę,
• pewne koła chcą podważyć autorytet W. Gomułki, prawdziwego komunisty i Polaka

Skąd się to wzięło?


• wiemy, kto to sprowokował,
• przez ostatnie 3 lata chowaliśmy głowę w piasek,
• niedostatecznie demaskowaliśmy prawdziwe oblicze burżuazyjnej moralności,

A co na to naród?

• naród jest przeciw wichrzycielom,
• cały naród zdecydowanie potępia inspiratorów awanturniczych ekscesów,
• na dziesiątkach wiec i masówek ludzie pracy Warszawy i całego kraju potępiają inicjatorów i prowodyrów ekscesów,
• pełne poparcie dla polityki partii,
• jesteśmy z Wami, towarzyszu Wiesławie (chodzi o W.Gomułkę, przyp. mój),
• naszego zaufania do towarzysza Wiesława i pracującego z nim kierownictwa nikt nie zdoła w najmniejszym stopniu podważyć.

Co zrobić?

• trzeba odróżniać ziarno od plewy,
• potępiamy kolporterów jątrzących materiałów,

Na koniec tej wyliczanki, znacznie dłuższej niż cytowana powyżej, autor pisze tak: Zgromadziliśmy i pokazali pewien materiał, który, jak sądzimy, zaprezentować należało. Spróbujemy teraz w tych kliku stronach cytatów znaleźć wątki przewodnie.

Poniżej przytaczam niektóre z jego konkluzji:

Działali ludzie określeni, wiadomi -- i jednocześnie niewiadomi. Mówi się: wiemy dobrze kto; wiadomo, kto stoi za grupą rozrabiaczy (…) Przy czym, jeśli się ich wymienia, to często z sugestią, że kryje się pod tym coś więcej. (…)
• Wiadomo o co chodzi, i jednocześnie nie wiadomo.
• Coś bardzo groźnego w wykonaniu niewielkich i pozbawionych znaczenia grup, np. garstki studentów lub kilku politycznych bankrutów.
• Przyczyny są zewnętrzne. (…) Można tu przypomnieć fragment wiersza: „Hydra potworna, hydra faszyzmu macki wyciąga w kraj socjalizmu”.
• Historia nie jest historią zbiorowości, lecz historią spisków, historią agentur. (…)
• Wydarzenia przynoszą skutki: podaje się informacje o selekcji kadr, o zmianach na stanowiskach.


Autor dzieli się też z czytelnikami gorzką sentencją:

Jeżeli kogoś przytoczone wyżej fragmenty z prasy marcowej pobudziły do śmiechu, to chyba nie jest źle. Znaczy to, że ów ktoś potrafił ? w każdym razie obecnie ? umieścić się w dostatecznym wobec tego wszystkiego dystansie. W czasie, kiedy cytowane tu teksty czytało się po raz pierwszy, ludzie może rzadziej skłonni byli się śmiać. I dziś wydaje się nam, że sprawa prasy marcowej ma również aspekt poważny. Wchodzi tu w grę działalność groźniejsza pod pewnym względem i donioślejsza, niż od czasu do czasu omawiane poczynania trucicieli rzek i niszczycieli krajobrazu. W marcu 1968 roku mieliśmy do czynienia z masowym zanieczyszczaniem środowiska, ale było to środowisko informacji, środowisko kultury. Rzecz prowadzona była dwoma torami. Następowało wyjałowienie, redukcja substancji koniecznych dla życia umysłowego i zarazem zakrojony na znaczną skalę proces wprowadzania zanieczyszczeń. Najprawdopodobniej niektóre z tych ostatnich (…) mogą w świadomości odbiorców odkładać się i kumulować. Takie zanieczyszczenie niełatwo jest usunąć.
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj